Siem-a!!!
Bosz, jak mnie długo nie było...
Noo cóż, wypalenie. Jednak spięłam rzyć i poszłam na mróz zrobić zdjęcia na urodziny bloga.
Sam blog można by powiedzieć jest w fazie zawieszenia, bo to samo dopadło moje lalkowe hobby.
Jak Wam mijają walentynki? :D
Mi pierwszy raz od 24 lat inaczej :D
Wrócę jednak do tej ważniejszej sprawy, a mianowicie urodzinek.
Jak co roku wstawiam małe podsumowanie moich dokonań w świecie blogowania. Na ten rok sprawy wyglądają następująco:
Opublikowanych postów na blogu jest: 171.
Powstało 40 rozpisek (w porównaniu z zeszłym rokiem jest lepiej)
Komentarzy do postów jest dokładnie 1973.
Całkowitych odsłon: 115 517 (na godzinę 18:30)
Łypiących oczu dorobiłam się 55 (w porównaniu z zeszłym rokiem jest lepiej :D)
Pomimo tego, że tak się obijałam to i tak statystyki się podniosły od zeszłego roku, za co dziękuję niezmiernie.
Bardzo chciałabym odzyskać wenę do lalkowania, ale to co teraz pojawia się w tym biznesie aż wewnętrznie mnie boli.
Jeśli jest ktoś ciekawy jak to wyglądało ostatnimi laty to zapraszam pod te dwa linki:
Z okazji 3 urodzin bloga mam dla Was zdjęcia o których wspominałam na samym początku. Za pomoc przy nich należą się podziękowania, tym razem nie Pannie M, a Panu M :D
Na dworze zimno jak diabli, a mnie zachciało się robić zdjęć :D
Noo cóż... obowiązki :D
Przebrałam Eskę w bluzę, bo tak jak za pierwszym razem trochę głupio chodzić po śniegu w koszulce na ramiączkach i poszliśmy w teren.
Nie ma to jak wejść "w słońce" i cieniować mi lalkę...
Jednak wyszło to całkiem ciekawie :D
Ileż było poświęcenia przy tym zdjęciu :D
Standardowo ja robię fotki, a towarzysz dzierży patyk. Wszystko było by spoko gdyby nie -50 stopni Celsjusza!
Przesadziłam, ale zimno było.
Nie zapomnę tego poganiania "No rób te zdjęcia, bo mi ręka odmarza!" :D
I na koniec jedno z moich ulubionych zdjęć. Kolory są tak wyraziste i tworzy się genialny kontrast i światłocień.
Jako bonus zamarznięta trawa :D
Kałuża była tak czysta, że gdy zamarzła wszystkie źdźbła były idealnie widoczne.
Długo zastanawiałam się kiedy przedstawię Wam swojego konika. Za namowami Amity.Gali powstała Suffer Knife - złowieszcza jednorożka :D
Jednak przygoda z robieniem koników zaczęła się dzięki Pannie M. Raz podczas rozmowy jakoś tak padło, że zrobię jej konika :D Wysłała grafikę przedstawiającą kopytną wersję Martina z Depeche Mode i po paru minutach namysłu wiedziałam jak co zrobić. Bazowe koniki widziałam za piątaka w Pepco, a resztę materiałów miałam. Nie pozostało nic innego jak iść po kunia i brać się do roboty.
Bazowe koniki, które aż błagają o przerobienie.
A o to efekty pracy :D
Suffcia i Martin :3
Tym artem wzorowałam się. Niestety nie mam linka do oryginału, bo dostałam go bezpośrednio jako plik więc proszę nie bić za rozpowszechnianie bez zgody autora.
Teraz już mój własny rysunek i mogę go wstawiać bez stresu :D
Na zakończenie pozostając w temacie kuni publikuję rysunek Suffer od Amity.Gali.
Pomysł na podpis powstał w okresie świątecznym gdy na okienkach z avatarem w messengerze padał śnieg. Mnie to nie za bardzo odpowiadało i tak z głupia franc palnęłam "nie chcę tego szajsu na moim pięknym profilowym". Amity wyłapie i wykorzysta wszystko :D
Drugi rysunek dostałam z okazji swoich urodzin. Jest świetny więc też go publikuję.
Na dziś to wszystko.
Post z rozpiską pojawi się w tym tygodniu i zapewne minie ponownie miesiąc jak nie więcej do następnej.
Dzięki za jeszcze jeden rok i mam nadzieję, że dociągnę do kolejnego, bo pomimo, że lalek już chyba kupować nie będę to nadal pozostało ich sporo do opisania :D
PoZdrawiam













































